Redaguje: Lucka
Materiał przygotował Dawid Gmitruk
Didjeridu - aborygeńska trąba
Didjeridu jest instrumentem aborygeńskim pochodzącym z północnej Australii. Nazwa didjeridu (brzęczący patyk) została nadana przez europejskich osadników. Każde plemię aborygeńskie posiadało własną nazwę tego instrumentu i legendę mówiącą o jego powstaniu. Najbardziej rozpowszechniona aborygeńska nazwa "przełyku strusia" to "YIDAKI".
Oto jedna z opowieści o powstaniu tego niezwykłego instrumentu:
Dawno temu w krainie Arnhem żyło plemię Aborygenów. Wędrowali w nigdy nie kończącym się poszukiwaniu żywności i środków utrzymania. Pewnego dnia wydarzyła się jednak wielka tragedia, która zniszczyła to spokojne i szczęśliwe życie. A było to tak: w tym dniu dwie piękne, młode siostry wyruszyły z obozowiska, aby zebrać trochę jedzenia. Nagle zjawił się straszliwy potwór, który porwał je i zabrał do swojej kryjówki, z zamiarem poślubienia. Przerażone siostry próbowały uciec, ale bezskutecznie. A gdy w końcu potwór pojął je za żony, były jeszczebardziej nieszczęśliwe. Pomimo wszystko więzione dziewczyny przez cały czas planowały ucieczkę i w końcu, pewnego dnia, gdy potwór udał się na polowanie, udało im się zbiec. Siostry szybko odnalazłu drogę powrotną do terenów łowieckich swojego szczepu, a gdy szczęśliwie dotarły do domu, opowiedziały całą swoją historię. Kiedy potwór wrócił, zaraz zauważył, że jego żony uciekły, a ponieważ nie było łatwo znaleść tak piękne żony, wpadł w szał. Wyruszył więc ich śladem, aby odnaleść nieposłuszne kobiety i zabrać je z powrotem do siebie. Tymczasem, po wysłuchaniu opowieści sióstr, starsi plemienia - przewidując, że kreatura w ślad za zbiegłymi kobietami z pewnością do nich dotrze - zdecydowali użądzić pułapkę. Wykopali więc głęboki dół i postanowili, że do zwabienia potwora w kierunku zastawionej na niego pułapki wykorzystają dwie piękne siostry. Rozjuszona bestia w końcu natrafiła na obozowisko, a dalej wszystko przebiegło już zgodnie z planem. Gdy tylko bestia znalazła się w dole, mężczyźni wystrzelili w nią tak wielką ilość strzał, iż potwór wyglądał jak jeż. Kiedy skręcał się w bólach, do uszu mężczyzn zaczął dochodzić z głębi dołu dziwny, nigdy wcześniej nie słyszany dźwięk. Okazało się, że to potwór zaczął dmuchać w swój członek i ten wydawał te zaskakujące dźwięki. Mężczyźni, zaskoczeni tym brzmieniem, zaraz zaczęli naśladować potwora, ale pomimo licznych prób z ich członków nie wydobył sie żaden dźwięk. Domyślając się, że być może ich niepowodzenie spowodowane jest rozmiarami "instrumentu", poszli w gęstwinę i wycieli sporą gałąź, której wnętrze wydrążone było przez termity. Dmuchając w rurę uzyskali wreszcie brzmienie podobne do tego, jakie wydawał potwór. Od tej pory didjeridu jest używane w ich pieśniach i tańcach. ("Didjeridu - drewniana trąba australijskich Aborygenów", "Pracownia", Nowy Sącz)
Według rdzennych Australijczyków odpowiednio zdobione didjeridu gra samo, bez udziału dmuchającego i posiada ogromną magiczna moc (m. in. Uzdrawiającą). Instrument ten (jak wiele innych "prymitywnych" instrumentów) nie służy tylko do grania, ale spełnia ważną rolę w duchowej kulturze Aborygenów. Tak święte narzędzie musi być więc obłożone bardzo rygorystycznym tabu na zakaz dotykania i grania na nim przez kobiety.
Didjeridu wykonuje się z ok. 1,5 m długości gałęzi eukaliptusowej. Praktycznie całą pracę wykonują termity, które wydrążają miękki środek eukaliptusa. Później należy tylko wykonać woskowy ustnik i ozdobić gałąź motywami plemiennymi np. znakami totemicznymi.
W Polsce didjeridu można kupić lub zrobić samemu. Jeśli ktoś chce kupić, to polecam to tylko osobom, które mają kasę - koszt didjeridu eukaliptusowego to ponad 700 zł, a bambusowego prawie 200 zł. Są to wyjątkowo nieuczciwe ceny, gdyż bambus można kupić za ok. 20 zł (dziesięć razy taniej!!!). Nie dajcie się więc oszukać. Bambus można kupić w sklepach indyjskich, meblowych i kwiaciarniach. Gdy uda nam się już kupić rurę bambusową, wystarczy przyciąć ją do odpowiedniej długości (1,5 m), przebić błony wewnętrzne i wykonać ustnik z wosku, dzięki któremu nie obetrzemy sobie ust podczas grania. Jeśli ktoś chce kupić didjeridu eukaliptusowe, to są podobno w Amsterdamie i w Pradze (ok. 100 $). Można też wykonać didjeridu drewniane np. Z gałęzi wierzby lub innego drzewa o w miarę prostych gałęziach. Należy wówczas przeciąć gałąź wzdłuż i wydrążyć środek (np. tanio w stolarni), a następnie skleić, wykonać ustnik.
Gdy mamy już kupione lub zrobione w 100% D.I.Y. didjeridu można spróbować na nim grać. Wargi powinny wibrować, co pozwoli uzyskać niski transowy dźwięk, który możemy wzmocnić wkładając koniec instrumentu do jakiegoś naczynia. Podczas gry powinno się stosować oddech kołowy, który polega na mechanicznym wypchnięciu powietrza z ust (używając policzków jak worka), biorąc jednocześnie krótki oddech nosem. Należy pamiętać, że oddech kołowy jest oddechem sztucznym, powietrze należy usunąć mechanicznie bez stosowania naturalnego wydechu. Stosując technikę tego oddechu można utrzymać nieprzerwany dźwięk nawet przez 10 minut. Najlepiej to opanować robiąc krótkie wydechy ustami i wdechy nosem grając. Można też jednak nabrac dużo powietrza (ustami jest szybciej) i grać dopóki się nie skończy i znów wziąść oddech. Jeśli gra sie na kilka didjeridu wówczas nikt nie usłyszy przerw i jest złudzenie, jakoby grający opanowali oddech kołowy, który naprawdę jest dość trudny.
Kończąc, mam nadzieję, że tym tekstem zachęciłem kogoś do sięgnięcia po fascynujący instrument, jakim jest didjeridu. Powodzenia przy wykonywaniu i zabawy podczas grania.