Są różne takie ciekawe inwestycje które zwracają się dopiero po bardzo długim czasie. Fajną rzeczą jest np. rodzinna plantacja dębów. Miałaby ona obszar o powierzchni na którym rosłyby dęby. Jedno pokolenie za dzieciaka sadziłoby dęby. Dęby rosłyby z 60 lat, i dopiero następne pokolenie by je ścinało a w miejsce ściętych sadziłoby nowe. Te ścięte wrzucałoby się na 60 lat do stawu, żeby poleżakowało w wodzie, takie ma największą wartość. No i następne pokolenie by to drewno wyciągało i sprzedawało. Kasa szłaby do kasy, z której rodzina by się utrzymywała przez okres od jednej do drugiej sprzedaży dębów. Nieraz by nie było nawet przez 30 lat czy więcej żadnej roboty. Potem w księgach rodzinnych byłoby zapisane że sadzenie było w 1942 więc w 2002 trzeba ścinkę zrobić, a poprzednia ścinka była w 1941, więc w 2001 trzeba drewno zacząć wyławiać i sprzedawać.
Ja to jak byłem mały to zacząłem zbierać monety, bo pomyślałem, że jak będę stary to te monety też będą stare i wtedy będą miały wartość i je sprzedam. Teraz mam parę kilo (może z 2) monet sprzed denominacyi. Można by w ten właśnie sposób produkować zabytki. Myślałem kiedyś o tym (bo czytałem i strasznie mi się podobało o tajnych bractwach, np. bractwo żniwiarzy świętego łanu, które wywodzi się prosto od tych ludzi, którzy obsługiwali maszynę do produkcji manny; albo to bractwo które pilnuje Arki Przymierza), więc myślałem (zresztą Metys zawsze o bractwach mówi) że można byłoby założyć bractwo strażników czasu, ono co pewien czas by się zbierało, każdy by zwoził starych książek i gazet z makulatury i przygotowywałoby się kapsułę czasu i zakopywałoby się to. Robiłoby się mapkę jak tam trafić. I tak np. co roku.